Dziś wstałam nieco wcześniej niż zwykle. Obudziło mnie udeżenie poduszką w twarz.
-Spadaj Nathan!-wrzasnęłam
-Oh! Daj spokój! Wstawaj, migusiem!!-odpowiedział brat - Mam Cię zawieźć do Akademii... Wyruszamy za godzinę!
Oczy chciały mi wyjść na wierzch.. "Jak to? To już dzisiaj?!" Nie mogłam uwieżyć, bo byłam przecież jeszcze nie spakowana.
Zaczęłam się szykować. Spakowałam to co moim zdaniem było najpotrzebniejsze, a i tak wyszło tego wszystkiego ok. 3 torby + laptop i inny sprzęt elektroniczny, oraz oczywiście gitara.
Koło 6, poszłam wpakować I-Saru do przyczepy, bo mój kochany braciszek, by się tego oczywiście nie podjął. 10 minut później byliśmy już w drodze.
***4 godziny później***
W końcu dojechaliśmy.. Odprowadziłam Sarę do boksu, który był specjalnie dla niej przygotowany.
Nat pomógł mi wziąc rzeczy i poszliśmy do sekretariatu, tam podpisałam papiery i dostałam klucz do pokoju. Brat pomógł mi się rozpakować, ale potem musiał jechać. Odprowadziłam go i przytuliłam na porzegnanie, wtedy zobaczyłam, że ktoś mnie obserwuje. Udałam się w kierunku tej postaci.
-Ej. Ty!-krzyknęłam
<Matheo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz