Wstałam z parapetu i zaczęłam szperać w szafie. Wyciągnęłam dobrze zakamuflowaną paczkę białych malboro i wyciągnęłam jednego papierosa, po czym odłożyłam paczkę. Podeszłam do okna i uchyliłam lufcik, po czym spaliłam papierosa.
Mama mówiła coś, że koło 12 mam być gotowa bo wyjeżdżamy. Spojrzałam na zegarek...No ładnie 10:45. Zaczęłam się szykować. Ubrałam się w to:
Kiedy już udało nam się wprowadzić tego uparciucha do przyszepy, mogłyśmy w końcu wyruszyć.
***
Po 5 godzinach monotonnej jazdy, byłyśmy w końcu na miejscu.
Mama poszła już łatwić papiery, a ja odstawiłam w tym czasie Lirę do boksu.
Wzięłam bagarze z auta i ruszyłam w stronę akademii.
W drzwiach wpadł na mnie jakiś koleś.
-Uważaj sobie! -wrzasnęłam trochę speszona
<Ktoś jakiś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz