Jeździliśmy po okolicy przez dobrą godzinę. Nasze konie były bardzo spokojne. Nie wiem jakim cudem, ale wylądowaliśmy w mieście -konno! Na szczęście to jest tutaj normalne, ludzie jeżdżą wierzchem i w bryczkach po ulicy. Zaparkowaliśmy nasze top fury przed kawiarnią i wyskoczyliśmy na kawę.
Chwilę pogadaliśmy i trzeba było się zbierać, bo penie będą nas szukać. Powrót do akademii trwał nieco dłużej, bo na chwilę zgubiliśmy drogę, gdy koń Chris'a się spłoszył.
-Gdzie teraz panie Wszystko wiedzący?-spytałam wskazując na rozstaj dróg.
<Chris?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz